środa, 14 listopada 2012

Hikikomori

Tytułem wstępu, definicja słowa hikikomori: 
Hikikomori (jap. ひきこもり lub 引き篭り; w wolnym tłumaczeniu: oddzielenie się, istota odosobniona) – choroba cywilizacyjna o podłożu psychiczno-emocjonalnym, rodzaj depresji, syndrom skrajnego wycofania społecznego, który obecny jest w życiu wielu młodych Japończyków.
Źródło cytatu: wikipedia.


Postanowiłam na ten temat się wypowiedzieć po przeczytaniu bardzo wyczerpującego temat postu: Hikikomori – japońskie granice alienacji na blogu Japoneczki.

Nie będę wam pisać jak dokładnie się to zjawisko objawia w jakiej skali występuje i gdzie, bo wszystko to znajdziecie w powyżej zalinkownym przeze mnie poście. Jednak chciała bym przekazać wam kilka własnych spostrzeżeń na ten temat.

Uważam, że przyczyn "powstawania" hikikomori jest wiele. Takie najbardziej oczywiste to brak akceptacji jednostki przez otoczenie (spowodowany np. innością danej jednostki), brak perspektyw na przyszłość (co prowadzi do depresji, a ta do wyobcowania) i wysoko rozwinięta technologia komputerowo-telewizyjna. (to ostatnie to może bardziej wspomagacz niż przyczyna, ale jednak gdyby nie komputery i telewizja zjawisko hikikoomori nie było by tak powszechne).

Coraz więcej dzieci alienuje się od społeczeństwa. Jest to moim zdaniem trochę wina rodziców, którzy chcąc mieć tzw. święty spokój, zbyt wcześnie pokazują dzieciom świat wirtualny.
No bo "za moich czasów", znaczy kiedy miałam poniżej 15 lat i komputery jeszcze nie były tak powszechne całe dnie (szczególnie letnie) spędzało się na zewnątrz ze znajomymi. A teraz, patrząc przez pryzmat otoczenia w którym przebywam, widzę... a właściwie nie widzę dzieci bawiących się nazewnątrz i z tego co mi wiodomo przesiadują one przed komputerami czy telewizorami.

Hikikomori to osoba zamknięta w sobie, której już prawie nic nie cieszy. W dużej mierze to też wina rodziców. Gdy dziecko/nastolatek idzie do rodzica rozradowane i chce się pochwalić rysunkiem czy wierszem, który samo stworzyło, słyszy najczęściej: "daj mi spokój", "do niczego ci się to w życiu nie przyda, bo na tym nie zarobisz" etc. Mamy tu też do czynienia z brakiem akceptacji dla treści rysunku czy wiersza. Bo jak wiadomo nikt całe życie nie rysuje kwiatków i nie pisze o tym jak pięknie świeci słońce.

Często rodzice zamiast wspierać dziecko w jego pasji, "podcinają mu skrzydła".
Dziecko/nastolatek bardzo bierze do siebie słowa najbliższego otoczenia i w pewnym momencie przestaje w ogóle wyrażać swoje uczucia.

Zwykle również dziecko czy nastolatek, gdy chce wyrazić swoje zdanie, słyszy od dorosłych coś w stylu "nie odzywaj się gdy dorośli rozmawiają" co skutkuje brakiem wyrażania własnego zdania w przyszłości i uleganiu presji otoczenia. 

Japoneczka na swoim blogu pyta: "Czy ta plaga dotknie/już dotknęła Europy?"
Ja odpowiadam: tak. Zdecydowanie tak, jednak jako, że Europejczycy, w tym Polacy mają inną mentalność niż Japończycy, objawia się owa alienacja w delikatniejszy sposób.

Pewnie zdarzają się przypadki kiedy dana osoba przez jakiś czas w ogóle nie opuszcza swojego pokoju.
Właśnie mi się przypomniało, że dokładnie tak było w "Sali samobójców" z Dominikiem. 
Jednak np. u nas w Polsce większość wyobcowanych normalnie rozmawia ze swoimi rodzicami czy rodzeństwem, jada z nimi posiłki etc.
Jedynie nie wychodzą z domu, jeśli nie ma potrzeby i nie spotykają się ze znajomymi. 

Śmiem twierdzić nawet, iż w większości są to otaku, ale ich alienacja wcale nie bierze się z zainteresowania Japonią i przejęcia postaw japońskiego hikikomori.

Mam taki pomysł na walkę z tym zjawiskiem. Może trochę dziecinny.
Tym pomysłem jest pies.
Gdyby każdy hikikomori miał w mieszkaniu psa i obowiązek zajęcia się tym psem, być może wtedy otworzył by się na otoczenie i na nowo nauczył wyrażać uczucia. Jak wiadomo psa należy wyprowadzać na spacer, a to często daje możliwość poznania innych właścicieli psów i również ułatwia nawiązanie rozmowy.

A jeszcze jedno. U nas w Polsce zjawisko to nazywa się fobią społeczną i czasami leczy psychologicznie. 

Napisałam ten po części post na własnym przykładzie. Ja już nie jestem hikikomori,  a bardziej powoli staje się Neet'em (o tym też w poście Japoneczki).

Post przeze mnie napisany jest chaotyczny, styl pisania to pomieszanie z poplątaniem, ale najważniejsza jest treść. 


Co wy o tym sądzicie?

6 komentarzy:

  1. Podoba mi się to co napisałaś ;P
    Jednak trzeba przyznać, że internet zamyka nas w pewien sposób od rzeczywistości bo w świecie wirtualnym czujemy się lepiej :P
    hmm mamy mniej problemów niż na zewnątrz...

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubisz pastelowe sweterki ? U MNIE DO WYGRANIA ! miętowy, pleciony

    http://paulinaablog.blogspot.com/2012/11/konkurs.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe ^ ^ Wydaje mi się, że w Japonii bierze się znacznie bardziej pod uwagę ( dla rodziców ma to znacznie większe znaczenie ) szkołę i naukę. Japończycy są ambitni, dlatego kiedy ktoś ambitny nie daje sobie z czymś rady, może się "zamknąć w sobie". Mówię to bo pisałaś o "podcinaniu skrzydeł". Jakoś tak myślę, że w Azji to często poruszany problem. Ale może to tylko moje przemyślenia O___O
    Czekam na kolejny post~!

    Pozdrawiam i przy okazji zapraszam do mnie: coretto-cafe

    OdpowiedzUsuń
  4. Również pamiętam, że za moich czasów kolegów szukało się na podwórku albo na boisku, a nie na facebooku. Choć wiadomo, że internet, tv itd. są dobre. Jednak trzeba wszystko dozować z umiarem. Podoba mi się Twój pomysł z psem. Tyle, że na typowego nerda pewnie to nie zadziała, bo piesek się będzie męczył, a na dwór i tak nikt z nim nie wyjdzie pobiegać.

    Sama jednak nie twierdzę, że to dotknęło tak bardzo dzieciaki. U mnie na podwórku wciąż słychać krzyki bawiacych się dzieci, chodniki sa kolorowe od kredy. Zatem nie jest aż tak źle.

    Fajna noteczka.

    OdpowiedzUsuń
  5. Masz świetny szablon na blogu :) Chciałam zapytać czy sama robiłaś czy na podstawie ściągniętego? :)

    OdpowiedzUsuń
  6. "Czy ta plaga dotknie/już dotknęła Europy?" Już dawno dotknęła...

    OdpowiedzUsuń